powrót do przyszłości

CZASY W JĘZYKU ANGIELSKIM,
czyli: my mamy trzy, a wy ile?

W kategorii porady językowe by Ireneusz Zygmański12 Comments

Czy nas, Polaków, kiedykolwiek zastanawiało ile mamy czasów w naszym języku ojczystym? Co za pytanie: pewnie, że nie! Nawet najgorszy uczeń wie, że trzy – teraźniejszy, przeszły i przyszły. Przecież taki zakres obejmuje kompletnie wszystko, co chcielibyśmy wyrazić. Nad czym tu w ogóle się zastanawiać? Albo coś się dzieje, albo się już działo, albo się dopiero zdarzy. Jest to oczywiste i bezdyskusyjne! Jednak prawie żadnego Polaka nie zaskakuje stwierdzenie, z którym styka się zaraz na początku nauki, że w języku angielskim jest „dużo czasów”. Czy to nie dziwne? Spotkałem się w swoim nauczycielskim życiu z takim pytaniem zaledwie kilka razy, na palcach dwu rąk można zliczyć. Bo na logikę: czyżby oni żyli w innym wszechświecie, ci Angole? W którym czas płynie inaczej niż w naszym i ich język musi to jakoś odzwierciedlać?

No nie, aż tak źle nie jest, ich świat to ten sam, co nasz. Za to nasze języki są zupełnie różne. Inna filozofia, inne podejście do czasu. Chcąc używać angielskiego zapomnijmy o polskich przyzwyczajeniach czasowych, bo będą nam przeszkadzać jak kula u nogi. Powinniśmy też poznać i zrozumieć ich podejście, bo inaczej zawsze będziemy mieli z tym problemy. Wyjaśnijmy od razu pewne nieporozumienie językowe, które być może jest praprzyczyną wszelkiego zła w naszym obchodzeniu się z angielskimi czasami. Otóż słowo „czas” ma wcale nie jedno znaczenie, lecz co najmniej DWA, zupełnie różne.

Czwarty wymiar czy konstrukcja?

Po pierwsze (najczęściej!) może chodzić nam o tak zwany „czwarty wymiar”. O tę wielkość fizyczną, którą mierzymy skrzętnie sekundami, godzinami, dniami, miesiącami, latami, epokami i czym tam jeszcze potrzeba nadarzy. Z jego upływu wszyscy sobie intuicyjnie zdajemy sprawę, bo porządkuje w naszej świadomości kolejność zdarzeń. Bez tego poczucia na świecie zapanowałby niezły chaos. Punktem odniesienia tego odczucia jest coś, co umownie nazywamy „teraźniejszością”. Ściśle mówiąc, nic takiego nie istnieje. O, właśnie teraz następna porcja przyszłość przeleciała przez ten umowny punkt i stała się przeszłością. Jak zatem rozpoznajemy ten moment twierdząc, że coś dzieje się w teraźniejszości? Zdania mówiące o teraźniejszości w rzeczywistości opisują coś dziejącego się na odcinku od przeszłości do przyszłości, włącznie z obecną chwilą. I to jest istota zdań w czasie teraźniejszym, tak to w naszym języku czujemy. Dokładnie zresztą tak samo, jak wszyscy anglojęzyczni. Nie może być inaczej, bo wszyscy ludzie tak samo czują CZAS, co tłumaczymy przez angielskie time (TIME!). Ile zatem Anglicy mają czasów w tym rozumieniu słowa? Dokładnie trzy – tyle, co my: present, past, future.

Gdzie zatem całe osławione tabuny czasów? Właśnie tu siedzi nasze nieporozumienie. Te całe stada czasów kryją się w słowie tense (TENSE!), którym przecież nazywa się angielskie czasy, a nie wcześniej wymienionym time. Co tense znaczy? W gramatyce „czas” nazywa „specyficzną konstrukcję zdania”, odróżniającą teraźniejszość, przeszłość i przyszłość, ale ponadto tak zwany „aspekt”. Konstrukcję, której przypisano odmienne użycie niż innym konstrukcjom, różniącą się od innych w sposób bardzo widoczny. I to tych różnych konstrukcji jest tak wiele. Każda z nich ma swoją własną nazwę, jak człowiek nazwisko i imię. Każdy z czasów ma zatem jedno z trzech imion: Present, Past lub Future. Natomiast jego „nazwisko” określa, z której rodziny czasów pochodzi, czyli jaki jest jego aspekt. Tych znamy cztery: Simple, Continuous (lub inaczej Progressive), Perfect i Perfect Continuous. Stąd „nazwiska” angielskich czasów, np. Present Simple, Past Continuous, Future Perfect czy Present Perfect Continuous. Teraz już można sobie samemu policzyć (3×4), że jest 12 tenses.

U nas wcale nie jest lepiej

No tak, aspekt, oczywiście… Szanowny Całkiem Przeciętny Maturzysto, na pewno świetnie rozumiesz to słowo. Każde dziecko w piaskownicy przecież je zna. Tak na wszelki wypadek jednak wyjaśnijmy je jak najkrócej. Potocznie ten wyraz oznacza „punkt widzenia, z którego coś się rozpatruje; postać bądź przejaw czegoś”. Jak to mówimy: „strony medalu” bądź „końce kija”. W gramatyce dokładniej mówiąc aspekt oznacza rozróżnienie, czy czasownik wyraża czynność dokonaną, czy niedokonaną. Mamy więc w języku polskim podział na aspekt dokonany czasowników (na przykład „zrobić”, „wypić”, „zjeść”, „zagrać”) oraz na ich aspekt niedokonany (na przykład „robić”, „pić”, „jeść”, „grać”). Czynność dokonana to czynność już zakończona, zaś niedokonana jeszcze trwa, dzieje się nadal. W gramatyce języka polskiego aspekt odnosi się do czasowników, natomiast w gramatyce języka angielskiego aspekt dotyczy czasów.

Wyjaśnia to, czemu my nie mamy tak wielu czasów. To kwestia wspomnianej już „filozofii” języka angielskiego. Można powiedzieć upraszczając sprawę, że oni budują zdania według określonych schematów – w różnych tenses. Układają wyrazy w zdaniach w określonej kolejności i formie, w zależności od chwilowego zapotrzebowania. To jak rozwiązywanie zadania z fizyki: potrzebny jest inny wzór na siłę w mechanice, a inny w elektrostatyce. Ustalamy, który dział fizyki nas interesuje, bierzemy wzór, podstawiamy dane liczbowe i wyliczamy rozwiązanie. Oni są skrępowani koniecznością pamiętania tych wzorów – aż 12! My nie musimy pamiętać „wzorów na zdanie”, mając znacznie większą swobodę co do ogólnej ich konstrukcji. Osiągamy takie same efekty poprzez odmianę czasowników.

Po czym Polak poznaje, w jakim czasie jest zdanie? Dla nas to oczywiste – przede wszystkim po formie czasownika.

Jak dobrze wiemy, polskie czasowniki w bardzo użyteczny sposób (i jak cudownie skomplikowany!) się odmieniają, co w zasadzie już wystarcza do rozróżniania czasu. Przypomnijmy najkrócej, że formy osobowe naszych czasowników odmieniają się przez osoby, liczby, czasy, tryby, występują w postaciach dokonanych i niedokonanych oraz formach strony czynnej, biernej i zwrotnej. Prościzna!

Żeby pokazać, jakie to łatwe, weźmy dwa przykłady jakichś „zwykłych” czasowników. Odmieńmy przez osoby takie oto dwa słowa: „pisać” i „rozumieć”.

czas teraźniejszy:

liczba poj.:
ja piszę; rozumiem (1)
ty piszesz; rozumiesz (2)
on, ona, ono pisze; rozumie (3)

liczba mn.:
my piszemy; rozumiemy (4)
wy piszecie; rozumiecie (5)
oni, one piszą; rozumieją (6)

czas przeszły:

liczba poj.:
ja pisałem/pisałam; rozumiałem/rozumiałam (8)
ty pisałeś/pisałaś; rozumiałeś/rozumiałaś (10)
on pisał; rozumiał (11)
ona pisała; rozumiała (12)

liczba mn.:
my pisaliśmy/pisałyśmy; rozumieliśmy/rozumiałyśmy (14)
wy pisaliście/pisałyście; rozumieliście/rozumiałyście (16)
oni pisali; rozumieli (17)
one pisały; rozumiały (18)

czas przyszły prosty

(niestety kłopot; występuje on tylko dla czasowników dokonanych; zarówno „pisać” jak i „rozumieć” są niedokonane; ale weźmy dla pełnego obrazu ich formy dokonane „napisać” i „zrozumieć” i odmieńmy):

liczba poj.:
ja napiszę; zrozumiem (19)
ty napiszesz; zrozumiesz (20)
on, ona, ono napisze; zrozumie (21)

liczba mn.
my napiszemy; zrozumiemy (22)
wy napiszecie; zrozumiecie (23)
oni, one napiszą; zrozumieją (24)

czas przyszły złożony

(wracamy zatem do niedokonanych „pisać” jak i „rozumieć”; ze zdziwieniem zauważamy, że w tym czasie równocześnie odmieniamy także czasownik „być”, stąd wynika nazwa „czas złożony”; i jeszcze jedno: możemy postąpić na dwa różne sposoby, oczywiście tak samo prawidłowe, odmieniając czasownik przez rodzaje, lub pozostawiając go w bezokoliczniku):

liczba poj.:
ja będę pisał/pisała/pisać; rozumiał/rozumiała/rozumieć (27)
ty będziesz pisał/pisała/pisać; rozumiał/rozumiała/rozumieć (30)
on będzie pisał/pisać; rozumiał/rozumieć (32)
ona będzie pisała/pisać; rozumiała/rozumieć (34)

liczba mn.:
my będziemy pisali/pisały/pisać; rozumieli/rozumiały/rozumieć (37)
wy będziecie pisali/pisały/pisać; rozumieli/rozumiały/rozumieć (40)
oni będą pisali/pisać; rozumieli/rozumieć (42)
one będą pisały/pisać; rozumiały/rozumieć (44)

Z prawej strony jest podsumowanie ilości różnych form, jakie przybierają czasowniki (czyli form fleksyjnych). Na razie wyliczankę możemy zakończyć, bo tu porównujemy czasowniki polskie i angielskie w kontekście odmiany przez czasy. Nie zapominajmy jednak, że polskie czasowniki mają tryb przypuszczający (13 różnych form fleksyjnych), tryb rozkazujący (5 form), imiesłowy przymiotnikowe (2 formy) i imiesłowy przysłówkowy (2 formy) oraz formę nieosobową zakończoną na –no lub –to. Bagatelka, jeszcze 23 postacie. Wszystkich form fleksyjnych „zwykłego” czasownika jest zatem 67. Mało? Ojej, muszę się poprawić: 68 – zapomniałem przecież doliczyć bezokolicznik.

„To jest horror!”

Tym „prościutkim” systemem posługuje się na co dzień każdy Polak, nie bezbłędnie, co oczywiste. Mamy swoje problemy z koniugacją, oj mamy! Choćby z jednym przykładowych czasowników, wyżej odmienionym… Bo czy nie zdarza się Polakowi powiedzieć: „rozumimy”, „rozumiom”, „rozumię” czy „zrozumialiśmy”. Co ma natomiast powiedzieć przeciętny Anglik, który chciałby opanować poprawnie język polski? Znam kilku takich – poddali się już gdzieś na etapie czasu przeszłego, zaś przy zawiłościach przyszłości patrzyli na nas z podziwem, ale jednocześnie z przerażeniem w oczach. „I wy to naprawdę potraficie używać? Przecież to jest horror!”

Jasne, możemy się dodatkowo wspierać użyciem bogactwa przysłówków i wyrażeń przysłówkowych odpowiadających na pytanie „kiedy?” czy „jak często?”, tworzących precyzyjnie kontekst czasowy zdania. Mamy ich przeogromne zapasy, np.: teraz, wczoraj, dzisiaj, ostatnio, obecnie, aktualnie (uwaga na angielskie actually – znaczy coś zupełnie innego!), bieżąco, za tydzień, w zeszły piątek, sto lat temu, do sierpnia, onegdaj (czyli „przedwczoraj”!), zawsze, nigdy, etc. Zatem mając tak precyzyjne instrumenty do rozpoznania zaledwie trzech sytuacji czasowych, teraźniejszości, przeszłości i przyszłości, niepotrzebna nam jakaś specjalna odrębna budowa zdań w poszczególnych czasach.

Jak już wspomnieliśmy, polskie zdania mają w ogóle luźniejszą budowę w porównaniu do zdań angielskich, zaś użytkownik języka polskiego w praktyce sam decyduje o pasującej mu kolejności wyrazów. Bez przesady, nie ma zupełnej dowolności, w końcu przestalibyśmy się jednak rozumieć. Gramatyczne reguły istnieją, lecz Polacy znają je wyjątkowo rzadko, działając raczej „na nosa”. Możemy wyczuwać, że „coś tu nie tak”, gorzej z wyjaśnieniem, na czym błąd polega. Bo czy większość z nas zrozumiałaby, na czym polegają „naruszenia spójności grupy podmiotu i grupy orzeczenia”, które tak często nam się zdarzają, paskudząc jasność wypowiedzi? Przykładowo zdanie: „Byłem wczoraj z bratem w kinie na dobrym filmie.” jest w praktyce równoważne wielu innym, mniej lub bardziej poprawnym: „Z bratem byłem wczoraj na dobrym filmie w kinie.”; „Wczoraj z bratem byłem w kinie na dobrym filmie.”; „Na dobrym filmie byłem wczoraj z bratem w kinie.”; „W kinie byłem wczoraj z bratem na dobrym filmie.” Nawet „Z bratem w kinie na dobrym filmie wczoraj byłem.” jest komunikatywne i zachowując właściwą intonację, znaleźlibyśmy zrozumienie u słuchaczy. W standardowej wypowiedzi Anglik takiej swobody nie ma. Żeby być zrozumiałym, musi zachować ustalony typowy szyk zdania, czyli kolejność wyrazów w zdaniu.

Wolisz ferrari czy malucha?

Podsumowując „filozoficzne” ujęcie języków polskiego i angielskiego: „my” wolimy znać 68 form fleksyjnych każdego z naszych zwykłych czasowników i mieć swobodniejszy szyk zdania; „oni” wolą używać 12 sztywnych schematów konstrukcyjnych, identycznych dla wszystkich czasowników, za to ubogość końcówek dodawanych czasownikom jest porażająca: -ing, -ed, -s. My za brak sztywnych konstrukcji płacimy większą ilością form odmiany; oni za prostotę odmiany płacą ilością wzorów budowy zdań. Zatem my jeździmy szybkim jak błyskawica ferrari, które w rękach wprawnego kierowcy trzyma się świetnie zakrętów branych 200 km na godzinę. Trzeba mieć tylko wspaniały refleks i prowadzić jak Kubica. W rękach patałacha to ferrari rozwali się na początku rajdu. Oni jeżdżą statecznym land roverem, który wprawdzie nie nadaje się do wygrywania rajdów, ale zawsze bezpiecznie dojedzie do mety. A prowadzić go może każdy przeciętny kierowca bez długiej praktyki. Dla takich „wariatów” jak Polacy nasz język świetnie pasuje. Dla flegmatycznych Anglików byłby zabójczą machiną. Być może jednak dlatego nam, Polakom, tak trudno jest się ze sobą porozumieć? Nie wszyscy przecież jesteśmy wirtuozami kierownicy…

Zdjęcie: film „Powrót do przyszłości II”

Miej swoje zdanie!
Co sądzisz o tym artykule? Czy chciałbyś poczytać więcej wyjaśnień gramatycznych pisanych w podobnym stylu? Prosimy podziel się swoją opinią w komentarzu. Po prostu odpowiedz na jedno pytanie: Czy jesteś zainteresowany lekturą podobnych artykułów na temat gramatyki angielskiej? Jeśli nie, napisz dlaczego.
O autorze

Ireneusz Zygmański

Pierwsze kursy angielskiego prowadziłem od roku 1987, gdy w Polsce najbieglej tego języka używali chyba cinkciarze. Uczyłem po kilka lat w szkole podstawowej, w Liceum Ogólnokształcącym dziennym i wieczorowym, na kursach i indywidualnych zajęciach, młodych i starych, policjantów i złodziei. Nigdy nie uda mi się zliczyć, ilu setkom uczniów wmusiłem poprawną wymowę nieszczęsnego „th”. Później kilkanaście lat szlifowałem angielski w mowie i w piśmie w codziennych kontaktach z ludźmi w całej Europie, o reszcie świata wspominając mimochodem. Z tego okresu pochodzi największy sukces językowy, którym dumnie się chwalę: uścisk ręki i ustna pochwała za moje tłumaczenie, udzielona przez Ambasadora Stanów Zjednoczonych AP w Polsce, Pana Victora Ash’a, który przecież wcale nie musiał tego robić. Chyba jeszcze większą satysfakcję przyniosło mi zawistne spojrzenie polskiego asystenta Pana Ambasadora … Od 2010 r. prowadzę własną firmę językową, stale współpracując z Centrum Języków Obcych EFFEKT. Chętnie podzielę się z każdym tym, co sam umiem.

Miej swoje zdanie!
Co sądzisz o tym artykule? Czy chciałbyś poczytać więcej wyjaśnień gramatycznych pisanych w podobnym stylu? Prosimy podziel się swoją opinią w komentarzu. Po prostu odpowiedz na jedno pytanie: Czy jesteś zainteresowany lekturą podobnych artykułów na temat gramatyki angielskiej? Jeśli nie, napisz dlaczego.

Comments

  1. Mój nauczyciel był totalnym kiepem ,bez zdolności pedagogicznych,zamiast wyjaśniać zawiłości języka po prostu jechał z koksem,nie biorąc pod uwagę,że ja i mi podobni kompletnie nie mamy pojęcia o co chodzi.Pana tekst jest świetny,pomógł mi zrozumieć problem,z którym borykałem się od początku mojej przygody z językiem angielskim.
    Dziękuję i pozdrawiam serdecznie

  2. Interesująco opisujesz temat. Widać że masz wiedzę na ten temat.

    Bardzo ładnie będzie jeśliby opiszesz więcej takich historii, a
    może zainteresujesz się sprawami takimi jak tematyka osób niepełnosprawnych.

  3. Świetny artykuł !!!
    Lepiej za długi niż za krótki.
    Może odrobinę za wiele metafor, porównan z życiem codziennym (chociaż z drugiej strony powoduja pewnego rodzaju rozluźnienie). Strona merytoryczna bardzo dobra
    Jeśli ktoś chciałby się przyczepić to od strony wizualnej: tekst wypadałoby wyjustować i zmienić czcionkę na taką, w której polskie znaki nie są delikatnie pogrubione.

    1. Dzięki za feedback!

      Jeśli chodzi o te dwie sugestie, to kwestia polskich znaków to problem z czcionkami od Google, pracujemy nad tym, a jeśli chodzi wyjustowanie tekstu to w html bardzo trudno to zrobić (a chciałbym bo ja też wolę tekst wyjustowany do obu krawędzi).

  4. Artykuł jak najbardziej trafny,trafia w sedno nauki języka angielskiego. Miło się czyta Pana Ireneusza artykuły.
    A to „Wolisz ferrari czy malucha?” po prostu genialne 🙂

  5. Artykuł bardzo ciekawy. Przydatny podczas nauki języka. Trochę przydługi jeśli chodzi o zamieszczenie go na stronie www, można by go było nieco „odchudzić”. Natomiast nie wiem po co autor umieścił wyrazy w nawiasach typu [TIME!] i całkowicie nie rozumiem jego intencji kiedy pisze „Szanowny Całkiem Przeciętny Maturzysto”. Poza tym, jak już wspomniałem, artykuł się broni.
    Pozdrawiam

  6. Bardzo fajnie i z humorem wyjaśnione. Artykuł idealny do przeczytania dla osób uczących się angielskiego. Jak się okazuje gramatyka języka angielskiego nie jest taka straszna! Jeśli potrafiliśmy nauczyć się gramatyki języka polskiego ( a to jak się okazuje nie lada wyczyn). Brawa dla autora artykułu 🙂

  7. Przeczytałem ten artykuł. Napisany w sposób ciekawy i przystępny. Na pewno przydatny dla maturzystów i też innych osób uczących się języka angielskiego. Artykuł można uznać za ,,przystępny” zważywszy na to że ten temat nie jest łatwy do zrozumienia. Autorowi z pewnością udało się objaśnić ten temat. W fajny (wiem że w słowniku nie ma takiego słowa) sposób pokazuje ,,dziwactwa” językowe jakie każdy język ma. Przykład ferrari prezentuje zależność języka do tego kto go używa. Dzięki temu artykułowi można zobaczyć że nasze (tzn. polskie i angielskie) zrozumienie słowa czas nie różni się od siebie, a jedynie sposób wyrażania jest inny.

  8. Treść tekstu jest barwna. Sposób w jaki autor prowadzi przez meandry czasów, przypomina jazdę ferrari. Przyjemnie i zaskakująco się jechało. Proszę o przejażdżkę „statecznym land roverem” po czasach w języku angielskim.

  9. Bardzo ładne i przystępne wyjaśnienie. Cieszę się, że został poruszony ten temat, który wielu kursantom spędza sen z powiek. W artykule zawartych jest wiele ciekawych i pożytecznych informacji, skomponowanych w prosty sposób. Świetnie czyta się wyjaśnienia p.Ireneusza, który z łatwością i żartem potrafi przedstawić to, co my uważamy za ,,horror”.

Napisz komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.