Pamiętam jak kiedy byłem dzieckiem, rodzice zapisali mnie na kurs języka niemieckiego. Chodziłem wtedy do trzeciej klasy podstawówki i nie do końca rozumiałem co to znaczy “kurs językowy”. Na początku lubiłem chodzić na zajęcia, ale - jak to często bywa wśród dzieci i młodzieży - nie uczyłem się w domu, odrabiałem zadania domowe na kolanie w ostatniej chwili tuż przed zajęciami i nie minęło dużo czasu jak zagadnienia stawały się coraz bardziej skomplikowane, uczestniczenie w aktywnościach coraz trudniejsze, a motywacja spadała na łeb na szyję. Już więcej nie chciałem się uczyć, robiłem to z musu, bo rodzice kazali i w głębi duszy byłem przekonany, że NIGDY nie nauczę się żadnego języka obcego. Chodziłem na lekcje zniechęcony, ze spuszczoną głową i nieszczęśliwy.

Mniej więcej 10 lat po tym jak zostałem zapisany przez rodziców na niemiecki, brałem udział w międzynarodowym kongresie w Lipsku. Choć sam program był przedstawiany w kilku językach (w tym po polsku), kwatera moja i innych delegatów była u niemieckich gospodarzy, więc służyłem za tłumacza naszej grupie. Dzień przed okazało się, że inna grupa z Polski ma problemy ze znalezieniem drogi na nocleg, więc nasz niemiecki gospodarz poprosił mnie o pomoc. Pojechaliśmy do tej grupy, która zatrzymała się na pobliskiej stacji benzynowej i wyjaśnialiśmy jak dojechać do celu: nasz gospodarz wyjaśniał tej drugiej grupie Polaków (których wcześniej nie znałem) jak dalej jechać. Oczywiście mówił po niemiecku, a ja wszystko tłumaczyłem na polski i w drugą stronę kiedy mieli pytania. Po skończonej rozmowie, Polak z którym zamawialiśmy, zapytał mnie: “Skąd tak dobrze znasz polski? Gdzie się go nauczyłeś?” Myślał, że jestem Niemcem mówiącym dobrze po polsku! Ciężko mi opisać jaki zadowolony z siebie się poczułem. Nigdy nie zapomnę uświadomienia sobie w tamtym momencie tej szczególnej radości wynikającej z wolności i swobody

Oczywiście mój niemiecki nie był wolny od błędów (i w dalszym ciągu nie jest, zwłaszcza, że nie posługuje nim się regularnie) i nie o perfekcje tu chodzi. Najważniejsze jest skuteczne przekazanie myśli i uczuć drugiej stronie. Cieszę się, że pomimo (chyba siedmiu) lat niby bezowocnego chodzenia na zajęcia, znalazłem później motywacje do intensywnej nauki, co umożliwiło mi w miarę swobodne porozumiewanie się w języku niemieckim. To doświadczenie skłoniło mnie do pójścia na studia filologiczne z języka angielskiego, rozpoczęcie pracy jako lektor i nauczyciel, tak aby pomóc innym doznać przyjemnego uczucia lekkości wynikającego ze swobodnej komunikacji.

Nic dziwnego, że zacząłem utożsamiać się ze szkołą językową, w której pracowałem. W końcu CJO EFFEKT zawsze stawiało na efekty. Widząc moje zaangażowanie i pasje do zarażania wolnością, ówczesny właściciel najpierw awansował mnie na dyrektora metodycznego, a następnie sprzedał całe przedsiębiorstwo. I tak po dziewięciu latach dotychczasowej działalności Centrum, w 2011 roku zostałem w 100% odpowiedzialny za robienie postępów przez naszych kursantów.

Uczenie ludzi skutecznej komunikacji to przywilej i wielka odpowiedzialność. W ciągu 9 lat prowadzenia szkoły językowej popełniłem wiele błędów, ale zawsze zależało mi na podnoszeniu poziomu językowego naszych kursantów. Dlatego stosujemy metody bezpośrednie, aby jak najszybciej przełamywać blokady przed mówieniem. Z tego powodu stworzyliśmy Strefę EFFEKTów, aby naszym Kursantom dać wybór czasu i miejsca doskonalenia się w angielskim. A od 2019 roku wprowadziliśmy programy nauczania National Geographic Learning, aby oprócz kompetencji językowych szkolić naszych uczniów w używaniu kompetencji miękkich (lub inaczej zwanych human skills). Chcę żyć w świecie, gdzie panuje harmonia i pokój, a sprawna komunikacja jest tego fundamentem.

Mała szkółka w Goleniowie pod Szczecinem nie jest w stanie dokonywać wielkich zmian na skalę globalną, ale może pomóc choć kilku (tysiącom) osób osiągnąć swobodę w komunikacji. Dlatego naszym celem jest dawać Tobie radość z mówienia językami, bo wtedy doświadczysz zupełnie nowego wymiaru wolności.

Michał A. Nowakowski
właściciel CJO EFFEKT